Żyję

Romelu Lukaku – materiał na powieść

Dziwię się, że w tańcu nie wprowadzono bokserskich kategorii wagowych, bo napastnik Belgów to tancerz wagi ciężkiej.

Masa ciała: 94 kilo. Niemal dwa metry wzrostu. Niektórym Lukaku kojarzy się z parowozem, ale gdy oglądałem ćwierćfinał rosyjskich Mistrzostw Świata, to nie mogłem oderwać od niego wzroku. To jasne, że czekałem na bramki, ale choć nie padła żadna, to popis Potężnego Belga wyglądał jak balet. Romelu nie strzelił gola, lecz asystował bez dotknięcia piłki, a dynamika, którą wprowadzał na boisku była intensywna jak wielka, ciężka ulewa, która zostawia po sobie ogromne orzeźwienie. Po której nie leży na ulicy najmniejszy pył.

Lukaku dryblował, przyspieszał, brał przeciwników na plecy, zostawiając miejsce dla kąsającego Edena Hazarda i rozprowadzającego piłki w środku pola Kevina de Bruyne. Belgia z ogromnym napastnikiem z przodu przypominała wypełniony delikatnymi trybami zegar, którego napęd został niedawno solidnie naoliwiony. Te tryby są z tytanu.

Poza boiskiem Romelu też zachwyca. Zna sześć języków i ma wyższe wykształcenie. Wyszedł z biedy i pomógł podnieść się z niej całej rodzinie, o czym pisałem na DEONie:

„Każdy mecz, w którym grałem, to był finał. Gdy grałem w parku, to był finał. Na przerwie w szkole – finał. Jestem śmiertelnie poważny. Chciałem zedrzeć całą piłkę za każdym razem, gdy w nią uderzałem. Nie miałem gier, nie ciupałem na konsoli, nie wygłupiałem się. Chciałem zostać najlepszym piłkarzem w historii Belgii. To był mój cel. Nie dobrym, nie wielkim. Najlepszym.Grałem z takim gniewem, bo po naszym mieszkaniu biegały szczury. Nie mogłem oglądać Ligi Mistrzów, a inni rodzice patrzyli na nas z góry. To była moja misja.”

Doświadczył rasizmu, bo gdy dobrze grał to podkreślano, że jest Belgiem, lecz gdy grał źle, mówiono tylko o jego kongijskim pochodzeniu. Pisałem o tym, że cała jego siła bierze się z wielkiej wiary. Z tego, że Lukaku zaufał Bogu i nie przestaje się modlić.

Jeśli zapytasz mnie o niespodziankę tych Mistrzostw, to bez wahania odpowiem „Belgia”. Belgia to też materiał na powieść. W spekulacji, która okazała się być szalenie odległa od ostatecznego wyniku – już teraz to wiem, a finał w niedzielę – pisałem, o Belgach że „sam już nie wiem od ilu lat słyszę, że to ich czas, no to może wreszcie? Bardzo wyważony skład, chociaż źle, że Nainggolana nie wzięli”. Okazuje się, że nie tak źle – o ile Witsel, ani Fellaini nie złapią kontuzji, to środek pomocy jest mocny. Jest wyciągnięty jak struna Thibaut Courtois, od którego parad wyjątkowej urody utarto już zwyczajowy zwrot „thibautowanie” (Thibauting). Są Vertonghen i Alderweireld, defensywne filary co uszczelniły na kilka sezonów obronę Tottenhamu. Jest Meunier – jeszcze niedawno pracujący na poczcie, dziś dostarczający piłki ze skrzydła. Wygląda na to, że to może być ten turniej, turniej „złotego pokolenia” belgijskiej piłki, której sukces wieszczono już od ponad czterech lat.

Chorwacja miała w sobie lekkość i luz w grupie, ma też chłopaka z sąsiedztwa Lukę Modrića. Francja to turniejowe wygi i choć cenię Hugo Llorisa czy Griezmanna, to jednak nie oczarowali mnie jako zespół w Rosji. Od małego kocham Anglików i pragnienie finału, w którym Lwy Albionu zmierzą się z Czerwonymi Diabłami, jest jak życzenie sobie śmierci. Jeśli futbol ma wrócić do domu, który opuścił po 1966 roku, to kosztem najpiękniej grającej drużyny na tym mundialu.

Jerzy Sosnowski pisze dla Więzi, że:

„Nauka, jaką mundiale każą wysnuwać, podpowiada, że najbardziej zachwycający „szaleńcy boży” przegrywają ostatecznie z zimnymi profesjonalistami. Gdyż nie żyjemy w świecie idealnym i nasze nadzieje zazwyczaj nie zostają zaspokojone.”

Ja wierzę w piękno i w „boże szaleństwo” Romelu Lukaku.

4 Replies to “Romelu Lukaku – materiał na powieść”

  1. Panie Karolu, bądźmy szczerzy. R.Lukaku nie zachwycił swą grą ani w ćwierćfinale, ani dziś w półfinale.
    Anglików podobnie jak i Pan również spodziewam się zobaczyć w niedzielnym finale. Jednak zagrają w nim z Francuzami, zespołem bez wątpienia solidniejszym od „czerwonych diabłów”. Lukaku będzie miał jeszcze jedną swą szansę w walce o brąz. Bo jak mawiał któryś z byłych premierów, prawdziwego mężczyznę nie poznaje się po tym jak zaczyna, tylko jak kończy. 😉

    1. W ćwierćfinale bardzo mi się podobał, natomiast wczoraj słabo. Francuzi zagrali doskonale taktycznie i kompletnie odcięli go od piłek. W obronie byli nie do przejścia. Imponująco konsekwentnie.

  2. Non Hercules contra plures – Lukaku pilnowało wczoraj trzech Francuzów i niczego nie był w stanie zrobić. Niemniej mecz był na kosmicznie wysokim poziomie.
    Pozdrawiam.

    1. Tak jak pisałem wyżej – Francuzi znakomici taktycznie. Jak wojsko się przesuwali. Belgom zabrakło tego Meuniera bardzo mocno, a Fellaini był postawiony za wysoko – grający w środku Dembele nie robił takiej różnicy jak on. Szkoda, ale Francja po prostu była lepsza

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *