Czytam Oglądam Żyję

Trzy przypadkowe zdarzenia

Trzy przypadkowe zdarzenia, wszystkie mówią o tym samym

Spotify przygotowuje co tydzień składanki z rozmaitych utworów, których się dawno nie słuchało, albo takich których się nie zna. I tak w zeszłym tygodniu podsunęło mi Billy’ego Bragga, którego szanuję w opór, akurat z tą piosenką.

Po drugie wielu polecało „Długi marsz w połowie meczu” wydany przez Wydawnictwo Czarne. Książkę jeszcze czytam, ale wystarczy choć fragment, by zobaczyć, że to rzecz o tym, o czym Bragg śpiewa w załączonym kawałku. O grupie młodszych ode mnie chłopaków, którzy przeszli przez ekstremum, a teraz są noszeni na rękach przez ludzi, którzy nie mają zielonego pojęcia o dramacie ich bohaterów. I nawet jeśli mówią, że „Ojczyzna wam dziękuje”, to te słowa są kompletnie pustym lukrem i skrojonym pod telewidza show.

Skończyłem też oglądać trzygodzinny dokument Netflixa pod tytułem „Five Came Back”. To opowieść o pięciu reżyserach złotej ery Hollywood: Franku Caprze, Williamie Wylerze, George’u Stevensie, Johnie Fordzie i Johnie Hustonie. O tym jak wybuchła wojna, a oni udali się na front by pokazywać ludziom czym jest. Zaczęli od propagandy mającej zachęcać amerykańskich chłopców do dołączenia do armii lub ośmieszającej w rasistowski sposób wrogów, skończyli na ludzkich historiach o bliskości, ale także historiach złamanych życiorysów i obrazach piekła na Ziemi, które zbudowali ludzie. Wszystkich wojna złamała i każdy z ich kolejnych filmów miał w sobie tę ranę – nawet jeśli przykrytą warstwami oscarowej politury i blichtrem salonów. Każdy kolejny poważny film o wojnie, który powstał, nie byłby taki, gdyby nie praca tej piątki. Nie byłoby „Czasu Apokalipsy”, „Łowcy jeleni”, ani „Szeregowca Ryana”.

Po co o tym piszę? Ponieważ dziś jest wielu takich Polaków, którzy gdy słyszą o uchodźcach, mówią „Ci wszyscy silni mężczyźni powinni zostać na miejscu i walczyć o ich domy”. Mówią, że „my wiemy jak to się robi, bo walczyliśmy”. Naprawdę walczyliście? Kto walczył? Ty, czy ten, czy ten trzeci? Łatwo tak mówić w kraju, który zdruzgotała odległa wojna 80 lat temu. Której już mało kto ma prawo pamiętać, a jak słyszał od dziadków, to najczęściej mity, jak choćby ten, że „wszyscy walczyli” (nie wszyscy walczyli). Bo o prawdziwej wojnie nikt nie będzie mówił, to jest najzwyczajniej w świecie zbyt straszne.

Wojna nie ma w sobie nic pięknego. Cały romantyczny duch, który się nad nią nadpisuje, to miła otoczka zbudowana do dobrej opowieści. Tak, ludzkie życie sprowadza się do opowieści, a każdy woli te z raczej pozytywną fabułą. Ale wątki tej fabuły są osnute na realnym bólu, złamaniu psychicznym i oczach, które widziały to zło. Oczach konkretnego człowieka, którym Ty czy ja nie jesteśmy.

Dlatego nikt kto tego nie widział i nie przeżył (nie widziałem i nie przeżyłem), nie ma prawa zakładać drugiemu na nogi kamaszy.

***

Ben Fountain, „Długi marsz w połowie meczu”, tłum. Tomasz Gałązka, Wydawnictwo Czarne, 2017.
„Five Came Back”, reż. Laurent Bouzereau, Netflix, 2017.
Billy Bragg, „Help Save the Youth of America” z albumu „Talking with the Taxman About Poetry”, Go! Discs, 1986.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *